Menu

Karuzela
polityczna

Karuzela na szczytach rządu i opozycji (kurs w lewą stronę)

pawmak

W ostatnim czasie doszło do zmiany na stanowisku Prezesa Rady Ministrów, znaczy się premiera. Został nim Mateusz Morawiecki, zastępując Beatę Szydło. Odbyły się także wybory zarządów dwóch największych parlamentarnie partii opozycyjnych, czyli Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Przyjrzyjmy się pokrótce zmianom, jakie nastąpiły zatem zarówno na szczytach władzy, jak i opozycji.

Rząd

Wykonano w końcu pierwszy krok będący elementem od dawna zapowiadanej rekonstrukcji rządu. Zmieniło się na razie tylko tyle, że premier zamieniła się miejscami z jednym z wicepremierów. Sytuacja jest tym bardziej kuriozalna, że premier zachował tekę ministra obydwu resortów, którym do tej pory przewodził. M.in. ministra finansów, choć Beata Szydło uchodziła przed objęciem funkcji premiera za specjalistkę PiS w tej dziedzinie. Można powiedzieć, że PiS uznało, że lepiej, aby M. Morawiecki nawet jako premier obejmował ten resort niż aby przewodziła nim Beata Szydło... Oczywiście wiemy, że w styczniu ma nastąpić realna rekonstrukcja Rady Ministrów. Powołanie rządu w tym samym składzie, co poprzedni, było więc niepoważne. Rządzący argumentują, że premier ma się najpierw przyjrzeć dotychczasowym ministrom. Tylko że... po pierwsze, ciekawe, jak zrecenzuje więc prace ministrów finansów i rozwoju ;) Po drugie - sami politycy PiS nie ukrywają, że rząd w żadnym wypadku nie będzie autorski, a sam prezes PiS Jarosław Kaczyński już w dniu zaprzysiężenia wyjawił, iż rekonstrukcja będzie głęboka. Retoryka o przyjrzeniu się pracy ministrów wydaje się więc z tego powodu zwykłą ściemą.

Odwołanie Beaty Szydło odbyło się w sposób ewidentnie upokarzający. Najlepiej nie wyszedł też na nim sam Mateusz Morawiecki, skoro był zmuszony powołać gabinet w identycznym składzie i w tych okolicznościach. Sam Morawiecki nieporównywalnie lepiej nadaje się na szefa rządu niż Beata Szydło, zarówno jeśli chodzi o wszelakie kompetencje, jak i o charakter. Jest on jednym z niewielu widocznych w mediach polityków PiS, którzy nie ścigają się na chamstwo i nie dokopują opozycji. To bardzo dobra zmiana w porównaniu z premier Szydło, która często wykrzykiwała ataki pod adresem opozycji i posługiwała się dość prostacką demagogią. Nowy premier nie zmieni jednak specjalnie kierunku polityki rządu, który pozostanie beznadziejny, jeśli chodzi o pewne bardzo istotne dla Polski elementy (na czele z kwestią praworządności). Premier już na starcie postarał się w dodatku za bardzo tego wizerunku nie poprawiać, w niejasnych okolicznościach opuszczając przedwcześnie swój pierwszy szczyt unijny. Jest jednak spora szansa, że kilku fatalnych ministrów znajdzie się (niekoniecznie decyzją samego premiera) wkrótce poza rządem, w związku z czym proces miarkowania wizerunku będzie kontynuowany. Przynajmniej o tyle się to trochę zmieni na lepsze. Wielkiej odwilży trudno się jednak spodziewać.

Platforma Obywatelska

Wczoraj nastąpiły zmiany w zarządzie krajowym głównej partii opozycyjnej, czyli PO. Najpierw suche informacje. Po 7 latach zlikwidowano funkcję I wiceprzewodniczącego partii (którą pierwotnie zajmował Grzegorz Schetyna, a następnie Ewa Kopacz - której pozwoliło to z automatu objąć kierownictwo partii po rezygnacji Donalda Tuska). Ewa Kopacz pozostała zwykłą wiceprzewodniczącą. Tą przestała być z kolei Hanna Gronkiewicz-Waltz, która, kończąc misję samorządową, sama zrezygnowała z dalszego zasiadania w zarządzie (warto dodać, że pozostawała ona wiceprzewodniczącą bardzo długo, bo przez 11 i pół roku - wówczas aż piątka wiceprzewodniczących zastąpiła jednego Jana Rokitę). Pozostali wiceszefowie partii utrzymali swoje stanowiska. Oprócz prezydent Warszawy z zarządu wypadli Ireneusz Raś i Jadwiga Rotnicka. Gremium to zostało jednak poszerzone, gdyż uzupełnili je Bartosz Arłukowicz, Małgorzata Kidawa-Błońska, Izabela Leszczyna, Arkadiusz Myrcha, Marzena Okła-Drewnowicz, Agnieszka Pomaska i Monika Wielichowska. Stanisław Gawłowski został natomiast pełnoprawnym sekretarzem generalnym partii (wcześniej był p.o.).

Wnioski? Jeśli chodzi o likwidację funkcji I wiceszefa partii, to może być to pewna chęć osłabienia przez Grzegorza Schetynę Ewy Kopacz - ewidentnie bliskiej Donaldowi Tuskowi i Unii Europejskich Demokratów, naturalnej liderki wewnątrzpartyjnej opozycji. Ciekawsza konstatacja nasuwa się jednak, patrząc na zmiany personalne w zarządzie. Otóż generalnie rzecz biorąc, zniknęli z niego konserwatyści (bo takim bez dwóch zdań jest Raś, a i do ów skrzydła można zaliczyć Gronkiewicz-Waltz), a bardzo wzmocnione zostało lewe skrzydło partii. Wręcz do lewej ściany PO należą bowiem Arłukowicz, Wielichowska i Pomaska, być może także Myrcha, a po troszę i Kidawa-Błońska. Pozostali nowi członkowie zarządu także nie kojarzą się z prawym skrzydłem. W zarządzie zasiadają w tej chwili co najwyżej miękcy konserwatyści (czy najbardziej na prawo z nich jest Urszula Augustyn?), za to lewa flanka jest bardzo mocna. Pieczętuje to przybrany przez partię kurs w lewą stronę. Donaldowi Tuskowi, przy wszystkich zarzutach wobec niego dotyczących osłabiania pozycji konserwatystów i przekierowywania partii w lewą stronę, udało się zachowywać balans pomiędzy ewidentnymi prawicowcami, a centrystami. W tej chwili mimo, jak się okazało, zupełnego pustosłowia Schetyny o "konserwatywnej kotwicy", ewidentnych prawicowców w zarządzie szukać próżno, a osoby lewicujące są mile widziane. Znamienny jest też niedawny apel Janusza Palikota o wstępowanie do PO (co kuriozalne zresztą, wygłosił go zapomniawszy rozwiązać przewodzoną przez siebie partię Twój Ruch). I jak konserwatywny wyborca ma szukać w Platformie oferty dla siebie, zwłaszcza przy miarkującym się rządzie PiS, mającym mimo połowy kadencji i skrajnie kontrowersyjnych rządów rekordowe jak na siebie sondaże? Wie tylko Schetyna i jego ewentualni spin doktorzy...

Nowoczesna

W drugiej co do liczby posłów i generalnie poparcia w sondażach partii opozycyjnej także doszło wczoraj do zmian we władzach. Niedawno na samej funkcji szefa, założyciela partii Ryszarda Petru zastąpiła Katarzyna Lubnauer. To ruch w obecnej sytuacji korzystny dla partii, jednak czy w dalszej perspektywie, to się okaże. A jeśli chodzi o skład zarządu, zaobserwować można podobną tendencję, co w PO. I tak, jeśli chodzi o fakty: z zarządu wypadli Joanna Schmidt (choć była wiceprzewodniczącą, a ostatnio została nawet wiceszefową ALDE), Michał Pihowicz, Paweł Rabiej (który stanął jednak na czele nowo powołanej rady politycznej) i Wadim Tyszkiewicz. Do zarządu dołączyli natomiast Ryszard Petru (ponownie), Barbara Dolniak, Kamila Gasiuk-Pihowicz, Ewa Lieder, Sławomir Potapowicz, Monika Rosa, a także czwórka mniej znanych działaczy.

Podobnie jak w PO, zarząd został poszerzony (możliwe, że w celu zwiększenia reprezentacji regionów). No i, podobnie jak w PO, zaobserwować można proces pewnego przesuwania się partii w lewo. Zmiana akcentów światopoglądowych w tym kierunku nastąpiła już dawno, jednak sama osoba szefowej partii też jest symbolem tego kierunku. Nie świadczą wprawdzie o tym życia małżeńskie obojga liderów, jednak Petru to praktykujący katolik, który miał program w religii.tv, a politycznie skłonny dogadywać się z PO. Lubnauer to natomiast osoba niewierząca, a politycznie patrząca raczej w lewą stronę, a wobec PO na krytycznym skrzydle. Co do składu zarządu, to znamienne, że wypadł z niego Wadim Tyszkiewicz - mimo, iż był on jedną z gwiazd i filarów Nowoczesnej. Warto przypomnieć, że współpracował on wcześniej z Polską Razem i jednym z jej liderów Arturem Zasadą. W zarządzie pojawiły się natomiast osoby kojarzone z lewym obyczajowo skrzydłem partii, jak Gasiuk-Pihowicz, Lieder (ex członkini Partii Kobiet), czy Rosa. Pozostaje w nim także Scheuring-Wielgus. Partii trudniej będzie się zatem dogadywać z PO, choć takie porozumienie zapewne nastąpi. Ale tu znów pojawia się pytanie - czy sojusz eksponujących lewe skrzydła PO i Nowoczesnej (a także najpewniej części samej lewicy, która jest przez obie partie serdecznie zapraszana do współpracy) naprawdę jest do przyjęcia dla konserwatywnych wyborców alternatywą dla PiS, z ramienia którego premierem jest Mateusz Morawiecki (z którego rządu być może zniknie paru szkodników, możliwe, że m.in. Antoni Macierewicz)? No... nie. Naprawdę szkoda, że liberalna opozycja nie myśli ani trochę tokiem Ligi Polskich Rodzin, która niedawno wystosowała bardzo mądry apel. Sam Roman Giertych niewiele pomoże.

Wracając jednak do samej Nowoczesnej, zaobserwować można ciekawą sytuację. Otóż Ryszard Petru chyba poważnie się zastanawiał, czy nie opuścić partii i nie chciał kandydować do zarządu. Zdecydował jednak (być może za sprawą opinii takich autorytetów w tym środowisku, jak Leszek Balcerowicz) pozostać zaangażowanym w działalność ugrupowania, jednak ewidentnie widać, że jawnie staje na czele wewnątrzpartyjnej opozycji, gotowym w odpowiednim momencie ze swoimi stronnikami dokonać rozłamu, lub też po prostu przewrotu i przy najbliższej okazji odzyskać władzę w partii.

Po listopadzie

pawmak

Czas podsumować listopad.

Partią miesiąca, zgodnie z przewidywaniami, zostało:

Porozumienie

Powstało ono z przekształcenia Polski Razem, która otrzymała tę nagrodę za dwa poprzednie miesiące. Zwykłe przekształcenie partii (formalnie przemianowanie), która nie ma nawet koła poselskiego ani posłów mogących utworzyć klub (choć warto zaznaczyć, że w liczbie polskich parlamentarzystów prześcignęła PSL), odbiło się niezłym echem zarówno medialnym, jak i lokalnym. Ugrupowanie zostało poszerzone o sporo działaczy, o czym traktował poprzedni wpis. Przystąpiła do niego m.in. dwójka posłów, prezydent Kalisza, radny sejmiku kujawsko-pomorskiego, czy też byli parlamentarzyści (w tym były prezes ZChN).

Nagrodę dodatkową otrzymuje Nowoczesna, w której bardzo demokratycznie dokonano zmiany przewodniczącego (na osobę o lepszym w tej chwili wizerunku), mimo że musiała ona pokonać w jakimś sensie jednoosobowego twórcę tej partii i jej sukcesu w 2015 roku. A wygrała minimalnie. Bez nagrody można wyróżnić także Wolność, która zyskała jedynego w tej kadencji posła, a także Wolnych i Solidarnych, którzy po raz kolejny zwiększyli swój stan posiadania w Sejmie, wyprzedzając UED.

I właśnie, antypartią miesiąca został:

Kongres Nowej Prawicy

Stracił on ów jedynego posła, I wiceprezesa Jacka Wilka, mimo że konkurował on z Januszem Korwin-Mikkem w wyborach prezydenckich i swoim umiarkowanym wizerunkiem zdecydowanie bardziej pasuje do KNP niż do niego. W dodatku wstąpił do partii, w której chwilę wcześniej doszło do dużego rozłamu progowinistycznego. KNP w tej chwili ma wakaty na funkcjach zarówno I, jak i II wiceprezesa.

Podsumowanie zmian:

Polska Razem przekształciła się w Porozumienie. Prezes, wiceprezesi i sekretarz generalny partii zachowali swoje funkcje (z tym, że gensek Stanisław Derehajło objął tę funkcję pełnoprawnie, podczas gdy w Polsce Razem był jedynie p.o.). Do grona wiceprezesów dołączyli natomiast Karol Rabenda i Arkadiusz Urban oraz posłowie, którzy wstąpili do partii (pozostając jednak niezrzeszonymi) - Magdalena Błeńska i Zbigniew Gryglas. Zastępcą sekretarza generalnego został Marcel Klinowski. Prawdopodobnie radę krajową (kierowaną przez Pawła Kowala - który nie znalazł się w Porozumieniu, jeśli automatycznie nie został jego członkiem) zastąpiono konwencją krajową, na czele której stanął Adam Bielan. Jedna z dotychczasowych wiceprzewodniczących Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer zastąpiła Ryszarda Petru na funkcji przewodniczącej partii (która zmieniła też pełną nazwę z "Nowoczesna Ryszarda Petru" na "Nowoczesna"). I wiceprezes KNP (i przez cały czas poseł klubu Kukiz'15) Jacek Wilk odszedł z tej partii, przystępując do Wolności. Z klubu Kukiz'15 odszedł natomiast Adam Andruszkiewicz, przechodząc do koła WiS.

Porozumienie – prześwietlenie

pawmak

4 listopada partia Jarosława Gowina, Polska Razem, przekształciła się w Porozumienie. Doszło do tego poprzez poszerzenie jej o środowisko stowarzyszenia Republikanie (które pożegnało się z nią w lutym 2014), środowisko Chrześcijańskiego Ruchu Samorządowego (w znacznej mierze dawnych ZChN-owców; notabene w 2010 miał się on połączyć z ZChN właśnie, jednak działalności tej partii, po raz ostatni wówczas wykreślonej z rejestru, już nie reaktywowano), rozłamowców z partii Wolność oraz garść wolnych elektronów (jak poseł Zbigniew Gryglas, senator Józef Zając – który przystąpił do Polski Razem pod koniec jej działalności – czy prezydent Kalisza Grzegorz Sapiński).

Przyjrzyjmy się składowi personalnemu władz partii. Tu oto skład zarządu. Trzeba przyznać, bogato rozwinięty (zarząd liczy 51 osób, jego prezydium 18, a wiceprezesów partii jest 8 – dla porównania w Polsce Razem zarząd liczył około 30 osób, jego prezydium 9, a wiceprezesów było 4). Być może oddaje to proporcje poszerzenia się ugrupowania – a może ma to tylko udawać. Symboliczna jest zamiana rady krajowej (na czele której stał Paweł Kowal) na konwencję krajową (której szefem został Adam Bielan), pokazująca ewolucję charakterologiczną od momentu powstania Polski Razem (za tydzień notabene czwarta rocznica jej powołania).

Spróbujmy (dopuszczalne są jakieś błędy) przedstawić skład zarządu pod względem proweniencyjnym.

  • 32 – osoby wywodzące się z Polski Razem (nie licząc tych, którzy byli w niej początkowo, ale odeszli za Przemysławem Wiplerem; licząc natomiast Wojciecha Murdzka, który był już do tej pory posłem Polski Razem, jednak do niej nie należał)
  • 9 – osoby pochodzące z ostatniego rozłamu w Wolności
  • 7 – osoby, które weszły w skład partii, reprezentując stowarzyszenie "Republikanie" (w tym Szczepan Barszczewski, także pochodzący z rozłamu w Wolności, a także nieliczony z tym rozłamem Karol Rabenda, który odszedł z tej partii wiosną; nie licząc jednak byłego wiceprezesa Polski Razem Piotra Zająca, który wrócił do partii Gowina po przygodach z korwinistami już jakiś czas temu; dodajmy też, że jeden z przedstawicieli "R" to były wiceprezes Unii Polityki Realnej)
  • 2 – przedstawiciele ChRS (nie licząc działaczy ChRS, którzy jednocześnie działali w Polsce Razem, są to prezes Stowarzyszenia Chrześcijańsko-Narodowego i kandydat do Sejmu z listy Kukiz'15, przedostatni sekretarz generalny Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego Arkadiusz Urban oraz przedostatni prezes ZChN Jacek Szczot)
  • 2 – pozostali: poseł Gryglas wywodzący się z Nowoczesnej i prezydent Kalisza Sapiński, pozostający po wykluczeniu w 2014 z Platformy Obywatelskiej do tej pory ogólnopolsko niezależnym; obaj stanęli zresztą na czele dwóch z czterech powołanych przy Porozumieniu rad: odpowiednio programowej i samorządowej

Jeśli chodzi o te 32 osoby z Polski Razem, to:

  • 9 – trafiło do niej po odejściu z PO
  • 7 – chyba niezwiązane wcześniej z innymi partiami
  • 6 – weszło do niej wraz z partią Polska Jest Najważniejsza
  • 2 – weszły do niej wraz ze Stronnictwem Konserwatywno-Ludowym
  • 1 – po odejściu z Prawa i Sprawiedliwości współtworzyła PJN, jednak nie była w partii i szybko pożegnała się ze środowiskiem
  • 1 – radny wojewódzki zasiadający w klubie PiS, jednak przez pewien czas bezpartyjny po usunięciu z PiS
  • 1 – przeszła do niej z Solidarnej Polski
  • 1 – działała wcześniej w Młodzieży Wszechpolskiej (w tym, gdy ta była młodzieżówką Ligi Polskich Rodzin)
  • 1 – kandydowała kiedyś do Senatu z ramienia Krajowej Partii Emerytów i Rencistów
  • 1 – pozostawała bezpartyjna po odejściu z Ruchu Społecznego AWS
  • 1 – chyba pozostawała bezpartyjna po rozwiązaniu SKL–Ruch Nowej Polski
  • 1 – senator wybrany z ramienia PSL, który już wcześniej zasiadał w klubie PiS, jednak nie należał do żadnej partii

Jeśli chodzi o skład prezydium zarządu, to z Polski Razem wywodzi się prezes partii, połowa wiceprezesów, sekretarz generalny, szef konwencji krajowej oraz pozostali członkowie. Pośrednio z PO wywodzi się prezes i dwóch innych członków, z PJN jeden wiceprezes i dwóch innych członków (nie licząc szefa konwencji krajowej Adama Bielana), z SKL jeden wiceprezes i sekretarz generalny, a "znikąd" jedna wiceprezes i dwóch innych członków. Oprócz byłych razemiaków, w prezydium zasiadają trzej przedstawiciele "Republikanów" – dwoje wiceprezesów (tzn. jeden z nich to też były razemiak, jednak ostatnio działający w Wolności) i zastępca genseka, a ponadto po jednym wiceprezesie wywodzi się niemal bezpośrednio z Wolności, Nowoczesnej i ChRS.

Istotną zmianą w strukturze, w porównaniu z Polską Razem, jest rezygnacja ze struktur wojewódzkich i skupienie się na strukturach okręgowych. Partia nie wybrała (według strony) szefów w 11 z 41 okręgów (w których odbywają się wybory do Sejmu). Nie wszyscy szefowie okręgów zasiadają w zarządzie. Szefów okręgów jest 29, bowiem jeden powtarza się w dwóch (co ciekawe, są to okręgi płocki i gliwicki). 20 szefów okręgów wywodzi się z Polski Razem, nie licząc Republikanów Rabendy i Piotra Opaczewskiego, którzy odeszli z niej w 2014. Oprócz nich, "R" reprezentuje w tym gronie także dwoje innych działaczy. Trzech szefów okręgów (nie licząc Rabendy) to przybysze z Wolności, a jeden z Nowoczesnej. O pochodzeniu jednego nic nie wiadomo. 6 szefów okręgów było związanych z PO – przy czym 5 z nich to byli razemiacy. Jeśli chodzi o innych postrazemiaków, to 7 wraz z Bielanem, a 6 bez niego, wywodzi się z PJN, a po jednym z SKL i Solidarnej Polski (w jakimś sensie także PiS, choć z partią tą związanych było więcej z nich, jednak później z innymi ugrupowaniami). 5 to ci "znikąd" (nie licząc b. kandydata KPEiR).

Generalnie więc, oprócz Polski Razem, partiami, z których wywodzi się sporo działaczy Porozumienia, są PO, PJN, SKL, PiS, ZChN, Wolność, w pewnym stopniu także UPR i Kongresu Nowej Prawicy. Można powiedzieć, że w sporej mierze jest po linii dawnej Akcji Wyborczej Solidarność (jednak przy profilu ewidentnie wolnorynkowym). Jest jednak niesamodzielna, a jej spoiwem jest popieranie obecnego rządu PiS, który współtworzy (warto zwrócić ponadto uwagę na niewielkie udziały PJN, która 4 lata temu była głównym filarem współtworzącym Polskę Razem). Co do jej sytuacji, mogę się tylko w pełni zgodzić z tekstem byłego szefa Forum Prawicy Demokratycznej i Partii Konserwatywnej (która współtworzyła SKL), prof. Aleksandra Halla.

HallPor1

Po półmetku rządów PiS

pawmak

Przed kilkoma dniami minęło dwulecie rządu Beaty Szydło, a w tym miesiącu na pewno minęła połowa okresu rządu Prawa i Sprawiedliwości z sojusznikami. Dokonajmy więc małego podsumowania rządzących.

Podstawowe pytanie - jaka jest linia tej władzy? Zarówno wśród jej stronników, jak i przeciwników, nie ma wątpliwości, że osobą będącą jej architektem, która decyduje o wszystkim, co istotne, jest prezes rządzącego Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński. Jego linia jest więc w jasny sposób wyznacznikiem linii władzy. Tenże Jarosław Kaczyński szczególnie wsławił się wypowiedzią z mównicy sejmowej, jak sam przyznał, bez żadnego trybu - w reakcji na cytowanie (przez posła PO Borysa Budkę) Lecha Kaczyńskiego na tematy związane z sądownictwem, a będące w sprzeczności z omawianymi działaniami PiS w tej sprawie. Powiedział: Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata, niszczyliście go, zamordowaliście go, jesteście kanaliami. Nie ma sposobu, w których polityk może bardziej "napluć" na przeciwników. Po prostu nie ma, więc był to skandal absolutny. A ów lider polityczny nie dość, że nigdy za coś takiego nie przeprosił, to jeszcze uznał to potem w telewizyjnym wywiadzie za "imperatyw moralny", no a zaraz po wystąpieniu otrzymał od posłów swojej partii owacje na stojąco... Jarosław Kaczyński miewał jednak na koncie wiele super kontrowersyjnych wypowiedzi. Wywindował też na funkcje wiceprezesa partii oraz ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza (pomimo faktycznej obietnicy wyborczej Beaty Szydło, że nim nie będzie), wygłaszającego choćby szereg fantasmagorycznych teorii dotyczących katastrofy smoleńskiej ("zamachu") i mówiącego o wypowiedzeniu nią przez Rosję wojny. Jako szef MON polityk ten potwierdza zresztą znaczny dystans do racjonalności (co prowadzi do bardzo chorej sytuacji). To tyle pokrótce, jeśli chodzi o linię charakterologiczną władzy.

A jakie są działania rządu Beaty Szydło (oprócz tych Macierewicza, który skonfliktował się nawet z prezydentem Andrzejem Dudą i jego otoczeniem, a którego przeciwnikiem jest nawet ważny polityk z koalicji rządzącej Romuald Szeremietiew)? Dość fundamentalną sprawą dla normalnego funkcjonowania demokratycznego państwa jest przestrzeganie trójpodziału władzy. A ten ewidentnie został naruszony poprzez demontaż bezpieczników. Potwierdza to zarówno Komisja Wenecka (sama zaproszona do tej oceny przez szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego), jak i lwia część autorytetów prawniczych (w tym byli prezesi Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, w znacznej mierze osoby o szczerze konserwatywnych poglądach). O dewastacji TK mówił nawet Marek Jurek, a Kazimierz Ujazdowski w proteście przeciw tym działaniom odszedł z PiS. No a w późniejszym czasie dwie z trzech ustaw dotyczących sądownictwa zawetował nawet prezydent Duda, i to po opiniach przychylnych partii rządzącej autorytetów (Jana Olszewskiego czy Zofii Romaszewskiej). Przy takich działaniach oczywiste jest zainteresowanie stanem praworządności odpowiednich organów Unii Europejskiej, do której Polska należy (i nie jest tu konieczne żadne "donoszenie"). Do izolacjonizmu w strukturach UE prowadzą zresztą inne ewidentnie idące w tym kierunku działania, jak olanie solidarności w kwestii uchodźców i nieprzyjęcie choćby najmniejszej, symbolicznej ich liczby (według zresztą dowolnego, wybranego przez rząd kryterium; i to wbrew jasnemu stanowisku Kościoła), czy kuriozalna szarża podczas wyboru szefa Rady Europejskiej, gdzie polski rząd nie tylko był jedynym, który nie poparł na nią ubiegającego się o reelekcję Polaka, ale wręcz próbował wystawić przeciw niemu kontrkandydata! Zresztą kompletnie bez przygotowania. Nikt nie powinien się więc dziwić, jeśli Polska nie będzie w UE poważnie traktowana i dopuszczana do ważnych decyzji. A poprzedniej władzy udało się nawet zdobyć dla Polaków stanowiska szefów Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej...

W kwestiach społeczno-gospodarczych oraz w innych dziedzinach rząd, jak każdy, można oceniać różnie - są działania zarówno pozytywne, jak i negatywne. Pewne sukcesy ma na koncie wicepremier Mateusz Morawiecki, jednak warto zauważyć, że Polska ma jeden z niższych w Europie wskaźników wzrostu gospodarczego i jednocześnie jeden z najwyższych wskaźników wydatków. Rząd ma zresztą bardzo silny rys demagogiczny, który wyraził się choćby w powrocie do poprzedniego wieku emerytalnego - choć na pewno w innych krajach oraz za poprzedniej władzy w Polsce wiek podniesiono nie dlatego, że rządom się tak podobało i poprawiało im to poparcie, tylko ruchy takie były ewidentnie konieczne (nie mówiąc już o tym, że niezgodnie z Konstytucją i logiką kobiety przechodzą na emeryturę 5 lat wcześniej). Program Rodzina 500+ jest słuszną ideą, choć nie jest on pozbawiony mankamentów i to jest normalne, jednak rząd ani myśli pochylać się nad propozycjami jego poprawy (formułowanymi choćby przez PSL, z ramienia którego ministrowie także mieli zresztą osiągnięcia w dziedzinie polityki społecznej, jednak nie potrafiły się one tak przebić PR-owo). Pozytywnie trzeba ocenić także program "Za życiem" i inne działania zmierzające do zwiększenia ochrony życia. Powszechnie szanowanym ministrem rządu jest odpowiadająca za cyfryzację Anna Streżyńska współpracująca z partią Porozumienie, której prezes, wicepremier Jarosław Gowin także jest zdecydowanie jasnym punktem tej ekipy, a swoje ustawy stara się szeroko konsultować, a także budować dla nich jednogłośne poparcie polityczne (co się udaje). Ewidentnie źle wypadającymi ministrami są natomiast (oprócz Macierewicza i Waszczykowskiego, który ostatnio doprowadził nawet do pogorszenia relacji z Ukrainą, co jest fatalną sprawą; zresztą w polityce zagranicznej warto zwrócić też uwagę na pewne ocieplenie - co jest nieprzypadkowym zresztą określeniem - relacji z Białorusią, a także branie za głównego sojusznika w UE premiera Węgier Viktora Orbana, racjonalniej jednak prowadzącego politykę zagraniczą) Mariusz Błaszczak, Jan Szyszko, Krzysztof Jurgiel, czy Anna Zalewska, która "na chama" (biorąc pod uwagę sposób pseudokonsultacji) przepchnęła w rewolucyjnym tempie bardzo kontrowersyjną kontrreformę edukacji. Bardzo złe notowania ma także Konstanty Radziwiłł, który wygłasza zupełnie odmienne przekonania niż te, które wygłaszał jeszcze kilka lat temu. Żałosna polityka w sprawie sądownictwa to oczywiście dzieło szefa Solidarnej Polski, ministra Zbigniewa Ziobry. W żałosnym kierunku - choć nie jest to dzieło rządu - zmierzają także działania PiS dotyczące zmiany ordynacji wyborczej - na razie samorządowej.

Charakterystyczna dla ekipy rządowej jest daleko posunięta arogancja, w której prym wiodą Macierewicz, Błaszczak, Waszczykowski, Zalewska, wicepremier Piotr Gliński, a także oczywiście sama premier Szydło. Absolutnie skandaliczna pod każdym względem była choćby tzw. afera billboardowa, związana z Polska Fundacją Narodową. Także zestawienia dotyczące obsadzania osobami związanymi z koalicją rządzącą spółek i innych instytucji państwowych pokazują tu skalę nieporównywalną z poprzednikami. Jeśli chodzi o sferę parlamentarną, największy pokaz arogancji władzy miał miejsce w wykonaniu marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, który za darmo wykluczył z obrad posła PO, a w związku z protestem wobec tej sytuacji dopuścił do wybitnie kontrowersyjnego załatwienia w kilka minut głosowań dotyczących ustawy budżetowej (wyjątkowo ważnej, gdyż jej nieprzegłosowanie może prowadzić do wcześniejszych wyborów), zaplanowanych na kilka godzin, które nie odbyły się nawet w sposób imienny i do których (oraz do debaty) faktycznie nie dopuszczono opozycji.

Charakterystyczna jest także sfera związana z szeroko pojętym przekazem. Politycy rządzący posługują się wyjątkowo nieprzekonującą, toporną propagandą. Że po prostu chodzi o to, że przeciwko nim jest oderwana od domyślnego "koryta" totalna opozycja, którą reprezentują byli komuniści, tudzież nieuczciwi beneficjenci systemu demonicznej "III RP" (słynne zawołanie liderów PiS "komuniści i złodzieje"), albo zideologizowane "lewactwo" (za które często uważa się osoby bynajmniej nieposiadające poglądów lewicowych), a na wszelką krytykę w najlepszym wypadku odpowiada się, że poprzednicy też popełniali błędy... Dezawuowane są wszelkie wygłaszające krytyczne opinie o władzy autorytety (nawet te, które skłonne były jej sprzyjać). Tragiczne jest też przypisywanie krytykom władzy "atakowania Polski" i całkiem expressis verbis odmawianiem im patriotyzmu i uznawaniem za zdrajców. Niedopuszczalny jest język szeregu posłów PiS, na czele z Krystyną Pawłowicz (mówiącej m.in. posłom, żeby "zamknęli mordy, jak prezes powiedział", czy też wg sejmowego stenogramu, przeklinającej pod adresem posłów opozycji na sali plenarnej). W przekazie rządzących charakterystyczna jest też olbrzymia hipokryzja (pierwszym z brzegu przykładem są tu chociażby kwestie związane z UE, która za rządów poprzedniej koalicji nie była uznawana za czynnik zewnętrzny, a o pomoc rzeczywiście ją wówczas proszono, całkiem jawnie). Zbójeckim ruchem było doprowadzenie do prezesury TVP Jacka Kurskiego, co skutkowało uczynieniem z niej tak prymitywnie topornej tuby propagandowej władzy, że zupełnie nie mieści się to w głowie. Do niezłych czystek doszło także w Polskim Radiu.

Partia rządząca cieszy się wysokim poparciem sondażowym (choć były już momenty, że wyprzedzały ją zarówno Nowoczesna, jak i PO, a po wyborach PiS wyjątkowo nie otrzymało charakterystycznej dla zwycięskiego ugrupowania premii), co jest wynikiem wspomnianego obniżenia wieku emerytalnego, programu 500+, czy być może także liczeniem na podobne efekty programu Mieszkanie +, jak również żerowaniem na irracjonalnym strachu przed uchodźcami (i podburzaniu go), częściowo także na nucie antyniemieckiej. Na pewno także, pomimo jej prymitywizmu, na wiele osób działa propaganda TVP, która w wielu gospodarstwach jest jedyną telewizją, z której można czerpać informacje. Mające jednak miejsce już w tej kadencji wyraźne spadki sondażowe PiS (a także spadki choćby Bronisława Komorowskiego na krótko przed końcem prezydentury) świadczą jednak o tym, że poparcie takie jeździ na bardzo pstrym koniu. Zwłaszcza, że ludzie zaangażowani w działalność opozycyjną nie darowaliby, gdyby liderzy opozycji takiej władzy (bez względu na to, kto będzie w drugiej połowie premierem - a być może zostanie nim wspomniany na początku Jarosław Kaczyński) od rządzenia nie odsunęli.

Po październiku

pawmak

Kolejny wpis ponownie dotyczy podsumowania minionego miesiąca, którym był w tym wypadku październik.

Partią miesiąca ponownie została:

Polska Razem

Naprawdę nie chciałem przyznawać jej za miniony miesiąc tej nagrody, gdyż przyznałem jej ją za wrzesień, a ponieważ w listopadzie przekształci się w nową partię, jest całkiem prawdopodobne, że ugrupowanie Jarosława Gowina otrzyma ją również za listopad. Ale za dużo się działo w październiku na korzyść tej partii, aby którakolwiek mogła ją przebić. Polska Razem pozyskała posłankę (która w dodatku nie zamierza wstępować do klubu parlamentarnego PiS, co jest pewną jaskółką samodzielności gowinistów) oraz senatora (zrównując się zresztą w liczbie polskich parlamentarzystów z mającym klub PSL), podjęła współpracę z posiadającym sporo znanych działaczy Chrześcijańskim Ruchem Samorządowym, a także pozyskała do współpracy spore grono innych działaczy (m.in. prezydenta Kalisza czy niedawnego wiceprezesa Wolności). Przebiła się także zaproponowaniem na kandydatkę na prezydenta Krakowa swojej wiceprezes. Wprawdzie wszystko to nie zapowiada na razie niczego znaczącego w polskiej polityce, bowiem Gowin nie zamierza rezygnować z roli przystawki skompromitowanego (acz mającego duże poparcie społeczne) PiS, a ostro jak nigdy mówi o nim Paweł Kukiz, jednak sukcesy polityczne tej partii są faktem.

Rzadka to ostatnio sytuacja, ale za październik przyznałem także nagrodę dodatkową. A nawet dwie, bo otrzymały je Solidarna Polska i Stronnictwo Demokratyczne. Solidarna Polska dlatego, że zorganizowała konwencję (pierwszy raz od 2014 roku), dobitnie przypominając o swoim mimo wszystko samodzielnym istnieniu, a gościem honorowym był de facto rządzący Polską prezes PiS Jarosław Kaczyński (choć zabrakło przedstawicieli Polski Razem). SD zorganizowało natomiast uroczyste obchody 80-lecia Klubów Demokratycznych, na których gościli m.in. dwaj byli prezydenci (Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski), a trzeci z żyjących (Lech Wałęsa) przysłał list. Cała trójka otrzymała od SD Laury Demokracji, a kilka innych osób otrzymało inne esdeckie odznaczenie (m.in. liderzy UED, co jest wyrazem ścisłej współpracy SD z tym parlamentarnym ugrupowaniem). Swoją drogą SD jest chyba jedyną obok PSL partią (nie licząc monarchistycznych PRM i UPUM), która przyznaje własne odznaczenia.

Antypartią miesiąca została:

Wolność

Odeszła z niej spora grupa działaczy, w tym wiceprezes i niektórzy liderzy regionalni (wielu z nich zasili nową partię Jarosława Gowina). Rozłam więc poważny, a perspektywy też gorsze niż lepsze.

Podsumowanie zmian:

Poseł Łukasz Rzepecki został wydalony z PiS i zasilił klub Kukiz'15. Nowoczesną opuścił poseł Zbigniew Gryglas. Posłanka niezrzeszona Magdalena Błeńska oraz bezpartyjny do tej pory senator PiS Józef Zając, nie zmieniając przynależności klubowej, przystąpili do Polski Razem. Z klubu Kukiz'15 do koła WiS przeszedł poseł Sylwester Chruszcz. Z Wolności odszedł jeden z wiceprezesów Robert Anacki, którego zastąpił na funkcji Sławomir Mentzen. Warto dodać, że niewiele po kongresie zmieniło się we władzach LPR (chyba najważniejsza zmiana to objęcie przez Andrzeja Dorszewskiego funkcji jednego z wiceszefów rady politycznej). Jeszcze przed kongresem - ale dokładnie nie wiadomo, kiedy - Edmund Zając przeszedł z funkcji wiceprezesa partii na stanowisko szefa rady politycznej (wakujące po śmierci Zenona Mroczkowskiego; wiceprezesa na razie partia nie posiada).

© Karuzela
polityczna
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci