Menu

Karuzela
polityczna

Czerwiec do przodu

pawmak

Rozliczmy zakończony niedawno miesiąc - czerwiec. Trochę mniej się działo oczywiście niż np. w maju, ale z uwagi na kampanię parlamentarną - oczywiście stosunkowo dużo. Przejdźmy do comiesięcznych nagród partyjnych (które troszkę niestety tracą na znaczeniu, ze względu na modę na ruchy niepartyjne - jak lud kukizowy czy NowoczesnaPL).

Partią miesiąca zostaje ponownie:

Prawo i Sprawiedliwość

Może nie odniosło żadnego spektakularnego sukcesu (jak żadna partia), ale oczarowało media swoją polityką, w związku z czym powstał obraz tej partii jako łapiącej wiatr w żagle. Wyrazem tego była konwencja partii, która wypadła korzystniej niż konwencja Platformy Obywatelskiej. Warto także docenić PiS za kolejny (po zeszłorocznym otwarciu się na wcześniejszych "zdrajców" i umiarkowanych polityków z Polski Razem) krok w kierunku "normalizacji" partii, czyli przedstawienie Beaty Szydło jako kandydatki na premiera. Oczywiście na ile ruchy PiS są uczciwe, nie dowiemy się wcześniej niż po wyborach, niemniej tutaj w tym momencie prognozowania się nie podejmujemy.

Nagrody dodatkowej tym razem także nie przyznam, choć kilka partii zanotowało jakieś tam plusy (mimo wszystko PO - za ruchy "czyszczące" oraz powołanie na funkcje tak świetnych ludzi jak Marian Zembala czy Marek Biernacki - jednak zmiany te nie zrobiły wrażenia na opinii medialno-publicznej i były efektem ogólnej kompromitacji; SLD - za wyglądającą przynajmniej na razie na realną próbę jednoczenia upadających, ale ciągle największych lewicowych partii; czy KORWiN - za upragnioną rejestrację - która jednak od nich nie zależała).

Antypartią miesiąca zostaje:

Partia Zieloni

Partia ta straciła jedyną w swojej historii posłankę i zarazem jedyną szeroko rozpoznawalną twarz. I to bardzo szeroko. A straciła z idiotycznego powodu - bo wg Anny Grodzkiej Zieloni mieli przeszkadzać w porozumieniu na lewicy. Żeby to jeszcze była ideowo-lewacka postawa, byłoby to dla Zielonych nawet coś honorowego. Ale nie - oni i tak rozmawiają z SLD i TR i bardzo możliwe, że się dogadają. A Grodzkiej im to nie wróci. Zakiwali się kompletnie i wygląda na to, że nawet po kolejnym walkowerze Polskiej Partii Pracy stracą na rzecz partii Razem prymat na radykalnej lewicy.

Podsumowanie zmian:

Zmieniła się druga osoba w państwie - Radosława Sikorskiego na stanowisku marszałka Sejmu zastąpiła Małgorzata Kidawa-Błońska (oboje PO). Krócej od Sikorskiego marszałkiem Sejmu w III RP był jedynie Ludwik Dorn, choć wszystko wskazuje na to, że Dorna w tej konkurencji pobije właśnie Kidawa-Błońska. Zmienili się także trzej ministrowie: zdrowia (Bartosza Arłukowicza zastąpił Marian Zembala), sportu i turystyki (za Andrzeja Biernata wszedł Adam Korol) oraz skarbu państwa (Włodzimierz Karpiński został zastąpiony Andrzejem Czerwińskim). Także na niższych szczeblach administracji rządowej doszło do zmian, jednak to już mniej istotne (nadmieńmy, że Kidawę-Błońską na stołku rzecznika rządu zastąpił Cezary Tomczyk, a za służby specjalne w KPRM zamiast Jacka Cichockiego odpowiada Marek Biernacki). W Sejmie doszło do dwóch wymian mandatów: w PO Zbigniewa Rynasiewicza zastąpił Marek Poręba, a w PiS Edwarda Czesaka, który za Andrzeja Dudę został posłem do PE, zastąpiła Urszula Rusecka. Dwóch posłów odeszło z klubu SLD - Jarosław Gromadzki współtworzy radykalnie prawicową Stonogę Partię Polską (której odbył się kongres założycielski), a Grzegorz Napieralski (przewodniczący partii w latach 2008-2011) współtworzy centrolewicową partię Biało-Czerwoni - wraz 3 posłami do dziś niezrzeszonymi, wywodzącymi się z TR (Andrzejem Rozenkiem, Sławomirem Kopycińskim i Jackiem Najderem). Na czele tej partii tymczasowo stanęła Aleksandra Popławska. W TR zmienił się statut, w związku z czym ma on parytetowe przewodnictwo. Współprzewodniczącą partii obok Janusza Palikota została Barbara Nowacka. Zarejestrowano wreszcie natomiast założoną w styczniu partię KORWiN: Koalicja Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja. Odbył się również I kongres zarejestrowanej w kwietniu partii Kongres Republikański, której prezesem zamiast Krzysztofa Fludera został Wiesław Lewicki. Podobno zdecydowano także o zmianie nazwy partii.

Ich ruchy na lewicy 2

pawmak

Dziś nawiążemy do wpisu sprzed ponad 4 miesięcy, dotyczącego sytuacji na lewicy. Jak wiadomo, w wyborach prezydenckich nie wystartował Ryszard Kalisz, a niejako zamiast niego start ogłosiła Wanda Nowicka. Ponieważ miała ona poglądy praktycznie tożsame z Anną Grodzką i przy tym zaplecza obu kandydatek nie podjęły współpracy w zbieraniu podpisów wzorem ze skrajnej prawicy, obydwie lewackie posłanki pomimo wielkiej rozpoznawalności nie zdołały nawet zebrać wymaganej liczby podpisów. Bez reprezentacji w wyborach prezydenckich byli więc nie tylko "zwykli" socjaldemokraci, ale także lewaccy socjaliści. Po lewej stronie wystąpili jedynie, z marnymi wynikami, Magdalena Ogórek (wyjątkowo marnie jak na SLD) i Janusz Palikot. Do lewicy próbował się przyklejać także reprezentant generalnie centrowej (chcącej skręcić w lewo) Demokracji Bezpośredniej Paweł Tanajno (którego po rezygnacji Iwony Piątek poparła mocno lewicowa ostatnio Partia Kobiet), jednak uzyskał on ledwie 0,2% głosów, zajmując ostatnie miejsce.

Sytuacja na lewicy po wyborach była więc następująca: będące w wyjątkowym regresie SLD i TR, szykująca się "do ataku" umiarkowana socjaldemokracja alternatywna i choć niezużyta, to jednak dotknięta mocno bolesnym doświadczeniem skrajna lewica. Poza tym marginalna mimo wszystko Zmiana (z którą współpracę podjęły sojusznicza do tej pory wobec SLD Partia Regionów i popierająca Nowicką Polska Lewica), prezentująca podobne poglądy Samoobrona oraz lewicujący margines w postaci sojuszu DB i Partii Kobiet.

Najwięcej działo i dzieje się w nurcie tzw. socjaldemokracji alternatywnej (wobec SLD i TR). Został on wzmocniony poprzez marcowe odejście z Twojego Ruchu grupy działaczy na czele ze z w miarę popularnym Andrzejem Rozenkiem, a także wczoraj już formalnie poprzez odejście Grzegorza Napieralskiego z SLD (choć jego agonia w tej partii trwała już 4-5 miesięcy). Jutro obydwa pany mają powołać partię, jednak wcześniej doszło do powołania innego ruchu, na szczęście nieformalnego: Wolność i Równość. Bardzo możliwe, że połączy on siły z powstałą jutro partią, gdyż Napieralski znalazł się wśród jego założycieli, a Rozenek wystąpił na jego konferencji jako życzliwy obserwator. Ponadto lider tego ruchu Jan Hartman wykluczył możliwość współpracy z Leszkiem Millerem - choć w WiR-ze są osoby, które na taką współpracę są otwarte. Partiami, które zaangażowały się, w WiR, są Socjaldemokracja Polska i Unia Lewicy. Bliska temu ruchowi jest także Unia Pracy. Nurt socjaldemokracji alternatywnej został natomiast osłabiony przez Ryszarda Kalisza. I to nie z powodu jego katastrofalnego prowadzenia się prywatnie, a z tytułu jego deklaracji, że nie będzie już kandydował w wyborach. Do żadnej roli patronowej chyba też się nie pali. Zaniechał robienia ze swojego DWP partii i stowarzyszenie to raczej zniknie lub współtworzy partię Napieralskiego i Rozenka.

A jak wygląda sytuacja głównego podmiotu na lewicy, czyli Sojuszu Lewicy Demokratycznej? Partia, mając dobre stosunki z centralą OPZZ i próbując pozbierać się po totalnej klęsce prezydenckiej, zorganizowała zjazd, efektem którego ma być wypracowanie wspólnego programu środowisk, które są na to gotowe. Trudno jednak powiedzieć, aby wszystkie te środowiska chciały na wiwat startować ze wspólnej listy z grzebiącym się SLD. Partia ta, oprócz natychmiastowej zmiany lidera, robi wprawdzie co może - awansowała Katarzynę Piekarską, która publicznie przyznała się do niegłosowania na Ogórek, cofnęła karę dla Napieralskiego przed jego odejściem, a sam Miller zapowiedział, że w powyborczych wyborach na szefa partii nie będzie kandydował. Twój Ruch, którego szef chciał samodzielnego startu partii, już jest gotowy do współpracy. Numer 2 w partii Barbara Nowacka, która udała się z prawą ręką Palikota Michałem Kabacińskim i Kazimierą Szczuką na miting związkowo-polityczny, została współprzewodniczącą partii. Wspólny start SLD i TR jest więc bardzo prawdopodobny. Na wspólnej łódce powinna znaleźć się także Anna Grodzka, która w tym celu odeszła z Partii Zieloni. Na spotkaniu pojawiła się Unia Pracy i jak wspomniałem WiR, jednak nie znaczy to, że zależy im na dogadaniu się z Millerem. Myślę, że naturalne w tej chwili jest dla nich (zwłaszcza dla WiR, choć i UP we współpracy z SLD musiałaby zacisnąć zęby) krążenie wokół partii Napieralskiego i Rozenka, czy wręcz współtworzenie jej. Partią chyba najbliższą SLD wydaje się w tej chwili być niewielki Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka. Nie wiadomo, co robi Krajowa Partia Emerytów i Rencistów.

Trzeci z istotnych nurtów lewicowych to radykałowie. W ostatnim czasie główną partią tego nurtu, po przejściu na słuszny odpoczynek Polskiej Partii Pracy, stali się Zieloni. Na krótko jednak, bowiem po odejściu Grodzkiej zapadli się pod ziemię, a wyrosła im poważana konkurencja - Partia Razem, tworzona przez ich byłych działaczy, a także działaczy Młodych Socjalistów czy tzw. ruchów miejskich. Niby byle plankton, bez nikogo znanego, a jednak uzyskał dostęp do mediów. W jednym z sondaży ugrupowanie uzyskało nawet 1% głosów. Naturalny sojusznik dla Zielonych, Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, PPP i PPS. Nie wiadomo jednak, czy dogada się z tymi wszystkimi partiami. Z Zielonymi bardzo możliwe, bo Grodzka raczej bez powodu z nich nie odeszła. Z RSS i PPS sprawa może być cięższa, bo obydwie nie wykluczają porozumienia z SLD. PPP jako partia w wyborach raczej nie wystartuje, choć de facto jako związek Sierpień 80 ma startować z list... Pawła Kukiza.

Na boku pozostają inne nuty lewicowe: tzw. prorosyjski tworzony przez Zmianę, Partię Regionów i Polską Lewicę (wydaje się, że bliski także Samoobronie i nowo powstałej organizacji Ruch Społeczny RP, która porzuciła Kukiza), a także nurt, nazwijmy go libertyński, tworzony przez DB i Partię Kobiet. Tu jednak nie wykluczałbym porozumienia bądź z powstałą jutro partią, bądź to z Razemem i Zielonymi.

Spróbujmy uporządkować sytuację klarowniej. Oznaczmy literami partie, wokół których na pewno będzie się skupiała jakaś lista. A pozostałe partie przyporządkujmy do ewentualnych liter.

A) SLD, B) wirtualny na razie "Nap-Roz", C) Razem, D) Zmiana

  • Twój Ruch - A bądź start samodzielny
  • Unia Pracy - A bądź B
  • Zieloni - raczej C, ew. A
  • Polska Partia Pracy - brak startu jako partii, poszczególni członkowie Kukiz, może C
  • Samoobrona - A bądź D, ew. C (za tydzień rada krajowa partii, po której będzie wiadomo więcej)
  • Demokracja Bezpośrednia (o ile ją zaliczyć do lewicy) - B, C bądź samodzielnie
  • Partia Kobiet - B, C bądź z list Demokracji Bezpośredniej
  • Socjaldemokracja Polska - raczej B, choć niewykluczone A
  • Unia Lewicy - jw.
  • Polska Partia Socjalistyczna - A bądź C
  • Ruch Sprawiedliwości Społecznej - jw.
  • Polska Lewica - D, ew. A
  • Partia Regionów - jw.
  • Krajowa Partia Emerytów i Rencistów - A?
  • Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. E. Gierka - A (jeśli w ogóle)
  • Komunistyczna Partia Polski - B najmniej prawdopodobne

Środowiska niepartyjne:

  • OPZZ - A
  • Wolność i Równość - jeśli zwarcie, to raczej B, ew. A
  • Dom Wszystkich Polska - jw.
  • Sierpień 80 - lista Kukiza (jeśli się nie dogadają, to może C)
  • Ruch Społeczny RP - wygląda na to, że D
  • lewicowi zwolennicy Piotra Guziała - lista Kukiza

Jeśli chodzi o partie nielewicowe, to z A rozmawia Partia Demokratyczna, która może też wystartować samodzielnie bądź wybrać wariant B. Bliskie wariantu B wydaje się być Stronnictwo Demokratyczne, którego startu z list Partii Demokratycznej też nie można wykluczyć. Jeśli z kolei idzie o elektorat, to jak podobno wynika to z badań, w sporej części może opowiedzieć się za komitetem Pawła Kukiza. Pewna jego część przechodzi także do Platformy Obywatelskiej i możliwie także do Prawa i Sprawiedliwości.

I wtedy przyszedł maj, zamieszał w polityce

pawmak

Pora na comiesięczny wpis podsumowujący... miesiąc w polityce. Tym razem maj. Był to wyjątkowy miesiąc, bowiem nastąpił ewidentny zwrot na polskiej scenie - pierwszy taki od wielu lat. Nie tylko zdecydował o sensacyjnej zmianie prezydenta, ale wraz z tym spowodował początek chyba nie dającej się już powstrzymać przed wyborami parlamentarnymi równi pochyłej partii rządzącej od 2007 roku. Pokazał także, jest miejsce na poważnej wielkości siłę związaną z Pawłem Kukizem. Ponadto, bez związku z wyborami prezydenckimi, powstało stowarzyszenie NowoczesnaPL, które też ma realne szanse na przekroczenie progu. Została powołana także lewacka partia Razem (powołana przez byłych działaczy Zielonych i Młodych Socjalistów), która pomimo na pierwszy rzut oka znikomego znaczenia, przebija się jednak medialnie i sieciowo i może zjednoczy parę innych lewackich ugrupowań.

Partią miesiąca zostaje oczywiście:

Prawo i Sprawiedliwość

Sensacyjne zwycięstwo w wyborach prezydenckich kandydata tej partii Andrzeja Dudy. Nie trzeba nic więcej dodawać. Ogólny trend sondażowy tej partii powinien utrzymać się do wyborów parlamentarnych.

Pomimo tak bogatego miesiąca, nie przyznaję za niego nagrody dodatkowej. Przyznałbym ją pewnie Partii Demokratycznej, gdyby w zapowiadanym terminie odbył się jej piknik. Partia Razem jak wspomniałem się przebija, ale niezarejestrowanych partii nie uwzględniamy. A inne niczym pozytywnym się specjalnie nie wyróżniły. Zieloni wprawdzie mieli kongres, ale to jednak za mało na specjalne wyróżnienie, zwłaszcza że nic szczególnego się na nim nie stało.

Po raz drugi przyznam nagrodę antypartii miesiąca ex aequo. Otrzymują ją:

Platforma Obywatelska i Sojusz Lewicy Demokratycznej

PO z powodu katastrofalnej kampanii, za którą odpowiadała, a która zakończyła się sensacyjną porażką urzędującego prezydenta. W dodatku zapoczątkowała ewidentnie równię pochyłą tej partii, jeśli chodzi o notowania. Niespójny przekaz, brak chęci wyraźnych zmian i spadnięcie w jednym z sondaży nawet za ruch Kukiza...

SLD za wynik jej kandydatki (niecałe 2,4%) w wyborach prezydenckich, zupełnie kompromitujący. W niektórych sondażach partia spada nawet poniżej progu, liczni działacze się buntują, konkurencja rośnie, a do zarządu powołuje się osobę, której zarzucało się hipokryzję po przyznaniu się do niegłosowania na kandydatkę tej partii (której podobno niepopieranie miało skutkować brakiem szans na miejsce na listach wyborczych - desperacja w niekonsekwencji).

Podsumowanie zmian:

Nowym ministrem sprawiedliwości został Borys Budka (PO). W sejmie Ruch Palikota (i partię TR) opuścił Łukasz Krupa. W Senacie z PO odszedł Tadeusz Kopeć, który stał się na razie jedynym senatorem niezrzeszonym (trzecim w tej kadencji, gdyż tego typu epizody mieli Marek Borowski, Kazimierz Jaworski i Maciej Klima). W Europarlamencie z oczywistego powodu wygasł mandat Andrzeja Dudy. Partie: Na funkcji przewodniczącej Zielonych Agnieszkę Grzybek zastąpiła Małgorzata Tracz. W SLD ze składu wiceprzewodniczących ubył Leszek Aleksandrzak, a zastąpili go Marek Balt i Dariusz Joński.

Pisowski Kwaśniewski AD 2015

pawmak

Wybory prezydenckie. Dotychczasowy prezydent, starszy, zasłużony w walce z komuną w okresie PRL, znany z wąsów i pewnych budzących śmiech wpadek, ale także z przejmowania się tym, żeby zrobić w Polsce dobrze. Posiadający liczną grupę dzieci. Faworyt wyborów. Niespodziewanie przegrywa nieznacznie pierwszą turę. Przegrywa z kandydatem młodym, nieco powyżej czterdziestki. Zresztą między pierwszą a drugą turą obchodzącym urodziny. Reprezentantem opcji, która kilka lat wcześniej z hukiem została odsunięta od władzy i widmo jej powrotu wciąż przewija się jakoś tam w głowach obywateli. Kandydatem energicznym, z mniejszą skłonnością do wpadek i dającym nadzieję na dobrą zmianę, ale też bardzo ryzykownym, jeśli chodzi o wizję państwa. Mającym tylko jedną córkę, a także przystojną żonę. W drugiej turze urzędujący prezydent otrzymuje niecałe 52% głosów, a zmieniający go kontrkandydat trochę ponad 48. A ja żałuję, bo wolałem, aby wygrał dotychczasowy prezydent.

W powyższej historii występują Lech Wałęsa/Bronisław Komorowski i Aleksander Kwaśniewski/Andrzej Duda. W zależności od roku (1995 lub 2015). Ilość analogii jest niesamowita. Można powiedzieć, że cofnęliśmy się o 20 lat, tylko w prawo.

Dla porządku: we wczorajszej II turze Andrzej Duda (z PiS - jeszcze) otrzymał 51,55% głosów, a Bronisław Komorowski (bezpartyjny - jeszcze?) 48,45%.

Wygrała zmiana. Chęć odsunięcia obecnej ekipy rządzącej, nawet za dużą cenę. Jak wszystko wskazuje, albo za cenę niespełnienia obietnic, albo za cenę niezrównoważenia budżetu państwa. W moim przekonaniu jest to wybór mocno ryzykowny, którego efektami naród może jeszcze być zdziwiony. Wygrał kandydat bardzo bliski mi światopoglądowo (i to jest ważne), ale z kandydatem niewiele mniej mi bliskim pod tym względem, za to jawiącym się jako osoba dużo bardziej odpowiedzialna. Jeśli Duda okaże się w pełni odpowiedzialnym prezydentem, to zapewne będzie to zwyczajnie na bakier z obietnicami. Jeśli będzie słowny, to może być niedobrze, bo i Salomon z pustego nie poleje. Komorowski i tak był zdecydowanie ambitniejszym politykiem od rządu. To prawda, że zaprezentował zbytnią arogancję władzy. To ogromna sztuka roztrwonić tak długo utrzymujące się wysokie poparcie w tak krótkim czasie, przegrywając z tak mało znanym wcześniej kandydatem. I to mimo grubego hajsu, m.in. na te cholerne 17 Bronkobusów! I jeszcze pozycjonowanie się jako ktoś, kto "nie chce średniowiecza". Posługując się zresztą kłamliwymi argumentami o rzekomych poglądach Krzysztofa Szczerskiego. Tak, druga strona bardziej manipulowała (sztucznie wywołany temat euro czy straszenie prywatyzacją lasów, o której w ogóle nikt nie śni, no i oczywiście nieuczciwa retoryka o wieku emerytalnym, ograniczająca się wyłącznie do populizmu - gdyż czym jest argumentacja, że odbyło się to "wbrew woli Polaków"?), ale ludzie tego dokładnie nie analizują, tylko kierują się w zbyt dużym stopniu emocjami. Do tego doszedł zły PR Michnika, Karolaka, może Kwaśniewskiego, no i Lisa, który wyjątkowo nieprofesjonalnie przygotował się do programu przed tygodniem, zresztą wybitnie tendencyjnie, zapraszając samych zwolenników Komorowskiego (choć pamiętajmy, że Pospieszalski też jest z tej samej TVP). Przy czym propaganda o chęci tak bezczelnego kłamstwa ze strony Lisa i Karolaka, która na pewno wpłynęła na wynik, była wg mnie kompletnie nielogiczna, gdyż gdyby tak było, Lis i Karolak musieliby praktycznie nie mieć mózgu, a o to trudno ich posądzić, jednakże wrażenie pozostało, jakie pozostało.

Można posłużyć się cytatami z piosenki (której nazwę mogę sparafrazować jako "Nasz PiSneyland"): "chciałaś masz, tylko co" Polsko, która uznała, że "pora już skończyć to". Oby nie było tak, że "wcale dobrze to nie skończyło się". Być może analogie Dudy z Kwaśniewskim nie są zamknięte i okaże się on prezydentem ugodowym, któremu naród za 5 lat da drugą kadencję już w I turze. Będzie o to ciężko, ale dajmy szansę. Jak pokazały wyniki wyborów, nic w tej polityce nie jest pewne.

PS. Przypominam, który blog jako pierwszy w Internecie zasygnalizował start Dudy na prezydenta ;) A tutaj dyskusja na temat jego kandydatury. Jak bardzo się pomyliliśmy...

Przed II turą

pawmak

Jesteśmy tuż przed II turą wyborów prezydenckich. W przededniu niesamowitego, niezwykłego starcia. Pojedynku dwóch kandydatów, który rozstrzygnie, przynajmniej częściowo, o kształcie naszej sceny politycznej na parę lat. Walka jest tak wyrównana, jak nikt nie mógł się spodziewać. Na początek informacje porządkowe na temat kandydatów, a następnie już ogarnięcie tej całej sytuacji myślami.

Andrzej Duda. Sensacyjny zwycięzca I tury. Kandydat Prawa i Sprawiedliwości, członek i eurodeputowany tej partii. Już przed I turą poparły go Solidarna Polska, Polska Razem, Stronnictwo "Piast" i Liga Obrony Suwerenności. Przed II turą uczyniły to także Prawica Rzeczypospolitej (dopiero), Unia Polityki Realnej (choć współtworzony przez nią Ruch Narodowy nie) i Samoobrona Odrodzenie. Spośród kandydatów, którzy odpadli w I turze, oficjalnie opowiedział się za nim Grzegorz Braun. Kandydaci, którym także Duda jest raczej bliższy, to Paweł Kukiz i Marian Kowalski. Niekoniecznie jednak zagłosują oni na Dudę i nie udzielili mu poparcia. Przy czym Duda dalszy jest sztandarowemu postulatowi Kukiza, więc raczej dalszy programowo. Według badań na Dudę chce głosować też zdecydowana większość wyborców Janusza Korwin-Mikkego, który jednak Dudę uważa za "zero".

Bronisław Komorowski. Sensacyjny przegrany I tury, który wydawało się zwycięstwo wyborcze (choć raczej po II turze) miał w kieszeni. Kandydat bezpartyjny i oficjalnie niezależny, choć mocno wspierany finansowo przez Platformę Obywatelską, a także niefinansowo (z racji braku takich funduszy i przywiązania) już od I tury przez Partię Demokratyczną, Stronnictwo Demokratyczne i Partię Zielonych RP (prawicową, nie mylić z innymi Zielonymi). W II turze udzieliły mu poparcia partie, które w I stały za Adamem Jarubasem, czyli Polskie Stronnictwo Ludowe i Liga Polskich Rodzin. Sam Jarubas nie okazał jakiegoś bardzo dobitnego poparcia (zwłaszcza że wg jednego z sondaży większość jego wyborców była skłonna głosować na Dudę), jednak bynajmniej nie odciął się od stanowiska partii, której jest wiceprezesem, ba, występował także z PSL-em w trakcie przekonywania do głosowania na Komorowskiego. Niespodziewanie prezydenta nie poparł Janusz Palikot. Z jednej strony to zaskoczenie, bo w oczywisty sposób jest mu dużo bliższy, ale z drugiej strony może właśnie dlatego - nie chciał mu zaszkodzić. Pewnie bliższy Komorowskiemu jest także Paweł Tanajno, jednak on także nie udzielił nikomu poparcia.

Ocena sytuacji

Między I a II turą odbyły się dwie debaty telewizyjne. Pierwszą w powszechnej opinii wygrał Komorowski, a druga była być może (choć czy ja wiem?) bliższa remisu, jednak także raczej wygrana przez urzędującego prezydenta, który trochę odrobił straty sondażowe. Nie odbyła się debata kukizowa, ale kto za to ponosi największą winę - trudno rozstrzygnąć. Bronisław Komorowski pojawił się także w programie u demoralizatora Wojewódzkiego (który w I turze poparł Kukiza). Ten ostatni fakt według mnie nie przystoi specjalnie głowie państwa. Programu (przynajmniej jeszcze) nie oglądałem, ale fakt jest faktem. Zabrakło powagi. Pozwolę sobie dalej pokrytykować prezydenta. Żałosna manipulacja wypowiedzią Krzysztofa Szczerskiego sprzed 10 lat, która była tylko zabawą political fiction. Żałosna dość retoryka w sprawach obyczajowych, umizgująca się do elektoratu lewicowego. Śmieszne także zagrania kampanijne, np. w sprawie kosztownego referendum, które nie wiadomo, czy w ogóle coś zmieni. No ale. Z drugiej strony mamy kandydata Dudę, który owszem, jest energiczny, ambitny, szybko się uczący, no i pewnie będzie miał mu kto doradzać, jednak jest to kandydat w moim przekonaniu mocno populistyczny, o dużo mniejszym doświadczeniu, no i o dużo mniejszych jak na prezydenta kompetencjach (choćby kwestie obronności). Poza tym sprawa jego poglądów o tyle budzi niepokój, że kiedy "trzeba" było, jechał po fatalnej linii smoleńskiej Kaczyńskiego. Mieć tylko nadzieję, że jako prezydent do tego nie wróci (choć nijak nie wiadomo, jaka będzie strategia PiS po wyborach parlamentarnych). No i ogólnie trochę demagogiczne krytykanctwo, bo PBK jednak coś tam robi dla posuwania kraju do przodu. Dość racjonalnie natomiast głos na Dudę uzasadnił Ludwik Dorn, który bynajmniej nie jest bliższy obozowi PiS niż obozowi rządzącemu - żeby zmobilizować Platformę - żeby coś zrozumiała, jeśli chce wygrać wybory parlamentarne. Jeśli tak, to jest to jakieś pocieszenie, że może nie będzie tak źle, jak Duda wygra... Mnie to jednak nie przekonuje i, choć z pewnym niesmakiem, wybieram urzędującego prezydenta. Nie popierałbym, gdyby był mi nie do przełknięcia światopoglądowo, no ale jest (popiera go w końcu LPR, no i legendy SKL - Aleksander Hall czy Artur Balazs, no i z przekonaniem najostrzejści konserwatyści z PO - Jan Filip Libicki i Jacek Tomczak, poza tym mocno konserwatywne PSL). Ale nie do końca mi się on podoba i życzę Dudzie, żeby jeśli wygra, stał się odpowiedzialnym politykiem. Z tym, że jeśli nim będzie, sporo osób może się nim rozczarować.

Można pobawić się w scenariusze możliwe po zwycięstwie każdego z kandydatów. Jeśli wygra Komorowski - prezydent będzie prowadził odpowiedzialną politykę i miejmy nadzieję, że dobrą (choć dr Migalski stawia tezę, że prezydent obraził się na obywateli). Ale Platforma, jeśli chce wygrać wybory parlamentarne, musi podjąć wyzwanie przemiany, o co będzie bardzo trudno. Dobrym wariantem dla niej byłoby szybkie objęcie przywództwa przez Grzegorza Schetynę i jego zdecydowane ruchy, ale na to się nie zanosi. Na pewien moment wygrana Komorowskiego podniesie notowania PO, jednak przed wyborami parlamentarnymi mogą one spaść nawet drastycznie. Ruch Kukiza odbierze istotną część głosów. Jeśli wygra Duda - notowania PiS-u napęcznieją i jeśli w PO nic się nie zmieni, wygrane wybory parlamentarne partia ta ma w kieszeni. Platforma, jeżeli będzie chciała realnie wygrać wybory parlamentarne, będzie musiała się po tej porażce mocno zmienić. Schetyna (chyba najlepiej) powinien jak najszybciej zostać przewodniczącym i dokonać głębokich zmian, aby PO w ogóle mogła myśleć o przyzwoitym wyniku w wyborach. Jakkolwiek skończą się wybory prezydenckie, PiS łapie wiatr w żagle, a PO słabnie i dodatkowo podcina ją Kukiz. A przecież mogą wystartować jeszcze ludzie Petru i Balcerowicza (czy to pod szyldem NowoczensejPL, czy Partii Demokratycznej, która na pewno wystartuje), co dodatkowo oskubie słabnącą PO z elektoratu.

Nie obstawiam wyniku wyborów, bo jest on wyjątkowo nieprzewidywalny (acz na pewno ktoś wygra - nie jest to walka Severina Freunda z Peterem Prevcem w Pucharze Świata w skokach narciarskich, gdzie otrzymali oni tę samą liczbę punktów za sezon, jednak głosów w wyborach jest o parę tysięcy razy więcej niż punktów do zdobycia w PŚ). Dla ciekawostki napiszę jednak, dlaczego historia każe obstawiać wygraną Dudy. W 1995 roku było podobnie - urzędujący, będący faworytem, solidarnościowy prezydent starszej generacji (który jednak w trakcie kadencji nie zgolił wąsów), niespodziewanie przegrał I turę z niewiele ponad 40-letnim konkurentem, który dawał nadzieję na zmiany. I który między I a II turą obchodził urodziny... I który wydawał się ryzykownym wyborem, a za nim stało niepopularne środowisko - postkomuniści, odsunięci przez naród 6 lat wcześniej jednoznacznie od władzy. PiS nie został odsunięty tak jednoznacznie i było to już prawie 8 lat temu, więc skoro naród po krótszym czasie nie przestraszył się byłych komunistów, to co dopiero PiS-u (i przecież już dwa lata wcześniej wygrali oni wybory parlamentarne)...

© Karuzela
polityczna
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci