Menu

Karuzela
polityczna

Karuzela na szczytach rządu i opozycji (kurs w lewą stronę)

pawmak

W ostatnim czasie doszło do zmiany na stanowisku Prezesa Rady Ministrów, znaczy się premiera. Został nim Mateusz Morawiecki, zastępując Beatę Szydło. Odbyły się także wybory zarządów dwóch największych parlamentarnie partii opozycyjnych, czyli Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Przyjrzyjmy się pokrótce zmianom, jakie nastąpiły zatem zarówno na szczytach władzy, jak i opozycji.

Rząd

Wykonano w końcu pierwszy krok będący elementem od dawna zapowiadanej rekonstrukcji rządu. Zmieniło się na razie tylko tyle, że premier zamieniła się miejscami z jednym z wicepremierów. Sytuacja jest tym bardziej kuriozalna, że premier zachował tekę ministra obydwu resortów, którym do tej pory przewodził. M.in. ministra finansów, choć Beata Szydło uchodziła przed objęciem funkcji premiera za specjalistkę PiS w tej dziedzinie. Można powiedzieć, że PiS uznało, że lepiej, aby M. Morawiecki nawet jako premier obejmował ten resort niż aby przewodziła nim Beata Szydło... Oczywiście wiemy, że w styczniu ma nastąpić realna rekonstrukcja Rady Ministrów. Powołanie rządu w tym samym składzie, co poprzedni, było więc niepoważne. Rządzący argumentują, że premier ma się najpierw przyjrzeć dotychczasowym ministrom. Tylko że... po pierwsze, ciekawe, jak zrecenzuje więc prace ministrów finansów i rozwoju ;) Po drugie - sami politycy PiS nie ukrywają, że rząd w żadnym wypadku nie będzie autorski, a sam prezes PiS Jarosław Kaczyński już w dniu zaprzysiężenia wyjawił, iż rekonstrukcja będzie głęboka. Retoryka o przyjrzeniu się pracy ministrów wydaje się więc z tego powodu zwykłą ściemą.

Odwołanie Beaty Szydło odbyło się w sposób ewidentnie upokarzający. Najlepiej nie wyszedł też na nim sam Mateusz Morawiecki, skoro był zmuszony powołać gabinet w identycznym składzie i w tych okolicznościach. Sam Morawiecki nieporównywalnie lepiej nadaje się na szefa rządu niż Beata Szydło, zarówno jeśli chodzi o wszelakie kompetencje, jak i o charakter. Jest on jednym z niewielu widocznych w mediach polityków PiS, którzy nie ścigają się na chamstwo i nie dokopują opozycji. To bardzo dobra zmiana w porównaniu z premier Szydło, która często wykrzykiwała ataki pod adresem opozycji i posługiwała się dość prostacką demagogią. Nowy premier nie zmieni jednak specjalnie kierunku polityki rządu, który pozostanie beznadziejny, jeśli chodzi o pewne bardzo istotne dla Polski elementy (na czele z kwestią praworządności). Premier już na starcie postarał się w dodatku za bardzo tego wizerunku nie poprawiać, w niejasnych okolicznościach opuszczając przedwcześnie swój pierwszy szczyt unijny. Jest jednak spora szansa, że kilku fatalnych ministrów znajdzie się (niekoniecznie decyzją samego premiera) wkrótce poza rządem, w związku z czym proces miarkowania wizerunku będzie kontynuowany. Przynajmniej o tyle się to trochę zmieni na lepsze. Wielkiej odwilży trudno się jednak spodziewać.

Platforma Obywatelska

Wczoraj nastąpiły zmiany w zarządzie krajowym głównej partii opozycyjnej, czyli PO. Najpierw suche informacje. Po 7 latach zlikwidowano funkcję I wiceprzewodniczącego partii (którą pierwotnie zajmował Grzegorz Schetyna, a następnie Ewa Kopacz - której pozwoliło to z automatu objąć kierownictwo partii po rezygnacji Donalda Tuska). Ewa Kopacz pozostała zwykłą wiceprzewodniczącą. Tą przestała być z kolei Hanna Gronkiewicz-Waltz, która, kończąc misję samorządową, sama zrezygnowała z dalszego zasiadania w zarządzie (warto dodać, że pozostawała ona wiceprzewodniczącą bardzo długo, bo przez 11 i pół roku - wówczas aż piątka wiceprzewodniczących zastąpiła jednego Jana Rokitę). Pozostali wiceszefowie partii utrzymali swoje stanowiska. Oprócz prezydent Warszawy z zarządu wypadli Ireneusz Raś i Jadwiga Rotnicka. Gremium to zostało jednak poszerzone, gdyż uzupełnili je Bartosz Arłukowicz, Małgorzata Kidawa-Błońska, Izabela Leszczyna, Arkadiusz Myrcha, Marzena Okła-Drewnowicz, Agnieszka Pomaska i Monika Wielichowska. Stanisław Gawłowski został natomiast pełnoprawnym sekretarzem generalnym partii (wcześniej był p.o.).

Wnioski? Jeśli chodzi o likwidację funkcji I wiceszefa partii, to może być to pewna chęć osłabienia przez Grzegorza Schetynę Ewy Kopacz - ewidentnie bliskiej Donaldowi Tuskowi i Unii Europejskich Demokratów, naturalnej liderki wewnątrzpartyjnej opozycji. Ciekawsza konstatacja nasuwa się jednak, patrząc na zmiany personalne w zarządzie. Otóż generalnie rzecz biorąc, zniknęli z niego konserwatyści (bo takim bez dwóch zdań jest Raś, a i do ów skrzydła można zaliczyć Gronkiewicz-Waltz), a bardzo wzmocnione zostało lewe skrzydło partii. Wręcz do lewej ściany PO należą bowiem Arłukowicz, Wielichowska i Pomaska, być może także Myrcha, a po troszę i Kidawa-Błońska. Pozostali nowi członkowie zarządu także nie kojarzą się z prawym skrzydłem. W zarządzie zasiadają w tej chwili co najwyżej miękcy konserwatyści (czy najbardziej na prawo z nich jest Urszula Augustyn?), za to lewa flanka jest bardzo mocna. Pieczętuje to przybrany przez partię kurs w lewą stronę. Donaldowi Tuskowi, przy wszystkich zarzutach wobec niego dotyczących osłabiania pozycji konserwatystów i przekierowywania partii w lewą stronę, udało się zachowywać balans pomiędzy ewidentnymi prawicowcami, a centrystami. W tej chwili mimo, jak się okazało, zupełnego pustosłowia Schetyny o "konserwatywnej kotwicy", ewidentnych prawicowców w zarządzie szukać próżno, a osoby lewicujące są mile widziane. Znamienny jest też niedawny apel Janusza Palikota o wstępowanie do PO (co kuriozalne zresztą, wygłosił go zapomniawszy rozwiązać przewodzoną przez siebie partię Twój Ruch). I jak konserwatywny wyborca ma szukać w Platformie oferty dla siebie, zwłaszcza przy miarkującym się rządzie PiS, mającym mimo połowy kadencji i skrajnie kontrowersyjnych rządów rekordowe jak na siebie sondaże? Wie tylko Schetyna i jego ewentualni spin doktorzy...

Nowoczesna

W drugiej co do liczby posłów i generalnie poparcia w sondażach partii opozycyjnej także doszło wczoraj do zmian we władzach. Niedawno na samej funkcji szefa, założyciela partii Ryszarda Petru zastąpiła Katarzyna Lubnauer. To ruch w obecnej sytuacji korzystny dla partii, jednak czy w dalszej perspektywie, to się okaże. A jeśli chodzi o skład zarządu, zaobserwować można podobną tendencję, co w PO. I tak, jeśli chodzi o fakty: z zarządu wypadli Joanna Schmidt (choć była wiceprzewodniczącą, a ostatnio została nawet wiceszefową ALDE), Michał Pihowicz, Paweł Rabiej (który stanął jednak na czele nowo powołanej rady politycznej) i Wadim Tyszkiewicz. Do zarządu dołączyli natomiast Ryszard Petru (ponownie), Barbara Dolniak, Kamila Gasiuk-Pihowicz, Ewa Lieder, Sławomir Potapowicz, Monika Rosa, a także czwórka mniej znanych działaczy.

Podobnie jak w PO, zarząd został poszerzony (możliwe, że w celu zwiększenia reprezentacji regionów). No i, podobnie jak w PO, zaobserwować można proces pewnego przesuwania się partii w lewo. Zmiana akcentów światopoglądowych w tym kierunku nastąpiła już dawno, jednak sama osoba szefowej partii też jest symbolem tego kierunku. Nie świadczą wprawdzie o tym życia małżeńskie obojga liderów, jednak Petru to praktykujący katolik, który miał program w religii.tv, a politycznie skłonny dogadywać się z PO. Lubnauer to natomiast osoba niewierząca, a politycznie patrząca raczej w lewą stronę, a wobec PO na krytycznym skrzydle. Co do składu zarządu, to znamienne, że wypadł z niego Wadim Tyszkiewicz - mimo, iż był on jedną z gwiazd i filarów Nowoczesnej. Warto przypomnieć, że współpracował on wcześniej z Polską Razem i jednym z jej liderów Arturem Zasadą. W zarządzie pojawiły się natomiast osoby kojarzone z lewym obyczajowo skrzydłem partii, jak Gasiuk-Pihowicz, Lieder (ex członkini Partii Kobiet), czy Rosa. Pozostaje w nim także Scheuring-Wielgus. Partii trudniej będzie się zatem dogadywać z PO, choć takie porozumienie zapewne nastąpi. Ale tu znów pojawia się pytanie - czy sojusz eksponujących lewe skrzydła PO i Nowoczesnej (a także najpewniej części samej lewicy, która jest przez obie partie serdecznie zapraszana do współpracy) naprawdę jest do przyjęcia dla konserwatywnych wyborców alternatywą dla PiS, z ramienia którego premierem jest Mateusz Morawiecki (z którego rządu być może zniknie paru szkodników, możliwe, że m.in. Antoni Macierewicz)? No... nie. Naprawdę szkoda, że liberalna opozycja nie myśli ani trochę tokiem Ligi Polskich Rodzin, która niedawno wystosowała bardzo mądry apel. Sam Roman Giertych niewiele pomoże.

Wracając jednak do samej Nowoczesnej, zaobserwować można ciekawą sytuację. Otóż Ryszard Petru chyba poważnie się zastanawiał, czy nie opuścić partii i nie chciał kandydować do zarządu. Zdecydował jednak (być może za sprawą opinii takich autorytetów w tym środowisku, jak Leszek Balcerowicz) pozostać zaangażowanym w działalność ugrupowania, jednak ewidentnie widać, że jawnie staje na czele wewnątrzpartyjnej opozycji, gotowym w odpowiednim momencie ze swoimi stronnikami dokonać rozłamu, lub też po prostu przewrotu i przy najbliższej okazji odzyskać władzę w partii.

Komentarze (11)

Dodaj komentarz
  • Gość: [kmat] *.dynamic.dsl.as9105.com

    Czyli ruchy zasadniczo rozsądne, bo prawdziwych konserwatystów w Polsce jest znikoma liczba, i nie ma najmniejszego sensu w nich inwestować. Elektorat opozycji jest mocno liberalny i konserwatywne skrzydła go co najwyżej będą irytować. A to co jest faktycznie silne po prawej stronie, czyli"konserwatyzm" będący tylko zwykłym autorytaryzmem jest i tak poza zasięgiem czy to PO czy N. Słuchanie Giertycha to najszybszy sposób, aby trafić tam gdzie Giertych, czyli na śmietnik.

    Brakuje dość istotnej informacji. Jak te zmiany w PO wpływają na pozycję samego Schetyny? Wzmacniają, szkodzą, nie mają znaczenia?

  • pawmak

    Raczej nie informacji, a opinii. Skoro jego kandydatury przeszły, Kopacz przestała być I wiceprzewodniczącą, a nowe osoby w zarządzie ilościowo mogą równoważyć, czy też przebijać liczbą zasiadających w nim także szefów regionów (mogących być bardziej po stronie Kopacz), to raczej wzmacniają, ale chyba nie ma to wielkiego znaczenia.

    Giertych znalazł się poza polityką, bo był liderem narodowej partyjki przeciwnej wówczas UE, której elektorat wyssało PiS po wzięciu jej do rządu, a nie dlatego, że był ideowym konserwatystą... A zarówno wszelkie sondaże, jak i fakty (ile kiedy PO miała poparcia) wykazują, że niepopulistyczna partia środka (bo SLD raczej był populistyczny, gdy wygrywał wybory) nie może odwracać się od konserwatywnych wyborców. Nie chodzi o to, żeby się ścigać z PiS w tych kwestiach, tylko żeby być do przyjęcia. Naprawdę niewiele osób obchodzą związki partnerskie czy walka o prawo do zabijania niepełnosprawnych nienarodzonych. A praktyki religijne regularnie i nieprzymuszenie odbywa 40% społeczeństwa. Ruchy umownie w lewo rozsądne są w PiS, a opozycję samodobijają. Zresztą jeśli chodzi o Nowoczesną, to przebiła się ona jako partia ściśle wolnorynkowa, a Petru ma obawy, żeby właśnie i gospodarczo na lewo nie skręciła.
    ___
    No i nie trzeba było czekać do stycznia, a wystarczyło parę dni i już dwie dopiero co zaprzysiężone ministry przestały zasiadać w rządzie. W dodatku miejsce jednej z nich zajął Suski. Doprawdy, wspaniale...

    Warto jeszcze dodać w kwestii premiera, że jest on zupełnym zaprzeczeniem propagandy PiS. Bogaty bankier, który zasiadał (i to po Smoleńsku) w radzie gospodarczej przy Tusku i został nagrany u Sowy (z wypowiedziami zresztą zarówno niecenzuralnymi, jak i chwalącymi rządy Tuska, a krytykującymi postawy typowe dla młodego elektoratu PiS), a i obecnie w publicznych wystąpieniach nie ujada na opozycję. Tak to właśnie szanowny pan prezes kpi z umysłów członków elektoratu...

    Można dodać też, że wizerunek rządu pod Morawieckim może spowodować, że PiS-owi prędzej czy później przestanie być potrzebny Gowin. Zresztą, jak kiedyś powiedział Żalek, MM znalazł się w rządzie nawet "poniekąd z rekomendacji Polski Razem".

  • pawmak

    Doprecyzowując w sprawie rządu: tylko Witek przestała w nim zasiadać, a Suski przynajmniej nie został ministrem konstytucyjnym. No ale to tylko formalne szczegóły.

  • Gość: [kmat] *.dynamic.dsl.as9105.com

    Oj, elektorat PiSu teraz będzie miał zagwozdkę - dlaczego prezes zrobił premierem Rysia Petru.

  • red.grzeg

    HGW bardziej chyba koniunkturalna niż konserwatywna. Kiedyś była bardzo konserwatywna, a teraz pisze list do konferencji LGBTI. [1]

    Nawiązując do zmiany premiera, to mam poczucie że zostaje to odebrane w szerszym społeczeństwie, jako (nawiązując do spotu PiSu) dokonana przez trenera zmiana zawodnika na boisku. Morawiecki był przez media pro-PiSowe dawno (od początku kadencji) sprzedawany jako sprawny [a nasz] ekonomista/menadżer. Nie wypowiadam się tutaj w ogóle co do realnych kompetencji.

    To jest trochę taka postać jak prawnik-adwokat, który pomimo tego że powszechnie negatywnie odbiera się przedstawicieli tego zawodu, to jednak kiedy występuje jako nasz człowiek, który walczy z kancelarią prawną wielkiej korporacji w sprawie zwykłego człowieka* to budzi sympatię i mu się kibicuje, wybaczając drogi garnitur.

    Morawiecki jest przy tym ciekawą postacią i mam poczucie że jednych z kluczy [jako wyróżniający się przykład, a nie konkretna osoba] do sukcesu PiS. Zgodnie z powszechnie przyjmowanym schematem, bogaty, obyty, europejski, wykształcony bankier z wielkiego miasta powinien być klasycznym PO-wcem. Myślę że stały się tutaj dwie rzeczy: po pierwsze frustracja Morawskiego, który nawet jako prezes banku uderzył w szklany sukces i stał się wykonawcą strategii budowanych poza jego wpływem, zza granicy, co spowodowało uświadomienie że kapitał jednak ma pewną narodowość [nazwijmy to -> składową ideologiczną]. A po drugie, trudność w przebiciu się w ramach w PO -> gdzie by pewnie długo terminował zanim miałby szansę na tak duży awans [nazwijmy to -> składową praktyczną]. Charakterystyczne że również Petru (który znowu, pasowałby do PO) kiedy poszedł w politykę, to poszedł w coś nowego. Jak dla mnie wskazuje to powstały w Platformie klasyczny paretowski kryzys zabetonowania elity.

    * co jest jednym z powszechniejszych motywów thrillerów prawniczych,

    [1] wyborcza.pl/7,75398,22589629,najwazniejsze-europejskie-wydarzenie-lgbti-tym-razem-w-polsce.html



  • pawmak

    List HGW był chyba tylko kurtuazyjny, a środowiska te cały czas zarzucają jej, że nie obejmuje patronatem ich parad i nie bierze w nich udziału. Wewnętrznie jest konserwatywna, tylko przykrywa to pewnym płaszczem. Z jednej strony mówiła, że wyznaje te same wartości, co prof. Chazan, a z drugiej zupełnie bez sensu go odwołała (powołując się na prawo - jak się okazało, niesłusznie). Jest też za finansowaniem in vitro. Ale gdy jeszcze Gowin był w PO, brała jego stronę w sprawach sumienia i Gowin już po odejściu z partii mówił, że ręki do jej odwołania nie przyłoży (choć PJN angażowała się w referendum za tym).

    Co do premiera - no właśnie wszystko, co sprzedadzą pisowskie media i prezes, będzie kupione. Jak trzeba kogoś shejtować i wprowadzić podział, to wymyśla się na niego różne zarzuty, a jak się kogoś o tychże przymiotach ma po swojej stronie, to już jest w porządku i przykłady możnaby mnożyć. K. Morawiecki argumentuje, że syn zrezygnował z takich zarobków, chcąc poświęcić się Polsce - zgoda, ale to samo można powiedzieć o Petru, którego się nazywa banksterem. W dodatku on jest w nienajwiększej partii opozycyjnej, więc nawet zarzut koniunkturalizmu nijak nie może się u niego pojawić... Zresztą i mimo Petru i założonej przez niego partii mówi się, że przeciw pisowskim zmianom protestują tylko oderwani od koryta, którzy sami źle rządzili.

  • red.grzeg

    Nie kupuję tych stwierdzeń jak to Morawiecki czy Petru (obojętnie) poświęcili się rezygnując z zarobków. Pełnienie przez Morawieckiego funkcji wicepremiera/premiera katapultuje go do zupełnie innej ligi niż wcześniejsze pełnienie funkcji prezesa dużego niezbyt dużego banku. Po zakończeniu kadencji, będzie mógł startować do znaczących pozycji w międzynarodowych instytucjach bankowo/gospodarczych, z zupełnie innymi wynagrodzeniami.

    Petru miał szansę na podobną karierę, trochę lepszy wynik PO/N, przy trochę słabszym wyniku PiS/PSL mógł go zaprowadzić na stanowisko wicepremiera/ministra finansów/gospodarki. To że nie wyszło to wynik gry, która mogła się potoczyć inaczej.

  • red.grzeg

    Inna rzecz, że "wewnętrzny konserwatyzm" HGW trafia u mnie tej samej kategorii jak "głosuje ale się nie cieszy" Gowina, w sumie do siebie rzeczywiście do siebie pasują ;-)

  • pawmak

    W sumie nie wiadomo, czy jako posłanka zagłosowałaby za związkami partnerskimi i jak głosowałaby w sprawie aborcji czy np. poszczególnych projektów ws. in vitro (stronę gowinistów trzymała nie bez powodu). Ogólnie warto tutaj pamiętać o rozgraniczeniu konserwatyzmu od katolicyzmu, bo ktoś może uważać, że jako katolik może w niektórych kwestiach powoływać się na dawanie człowiekowi wolnej woli i w kwestiach obyczajowych głosować liberalnie, jeśli mu tak mówi sumienie - wówczas odchodzi jednak od konserwatyzmu. Taki Niesiołowski może uważać się za konserwatystę, ale jeśli tak popiera in vitro i czarne protesty, to siłą rzeczy redukuje swój konserwatyzm do dość symbolicznego poziomu.

  • red.grzeg

    Autorowi bloga, jak i współkomentatorom, niezależnie od poglądów, życzę Wesołych Świąt!

  • pawmak

    Dziękuję i również radosnych świąt zażyczam :)

Dodaj komentarz

© Karuzela
polityczna
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci