Menu

Karuzela
polityczna

Kaenpowsko-eseldowsko-pedecka karuzela tygodnia

pawmak

W tym tygodniu miało miejsce kilka piorunujących wydarzeń na polskiej scenie partyjnej. Związane były one z dwiema partiami: poniedziałek należał do Kongresu Nowej Prawicy, a piątek do Sojuszu Lewicy Demokratycznej. W sobotę nastąpiło małe zwieńczenie tygodnia za sprawą kongresu Partii Demokratycznej.

KNP

W KNP doszło do sensacyjnej zmiany prezesa – wodza Janusza Korwin-Mikkego jako nowy krul zastąpił inny europoseł (jakby to powiedzieli członkowie środowiska tej partii "unioposeł", a może nawet "jewroposeł") Michał Marusik. Polityk nieznany szerszej opinii publicznej, więc żaden lider. Po prostu zmiana techniczna. Przez wszystkich uznawana, jednak wśród zdecydowanej większości partii budząca zaskoczenie. I, co kluczowe, nie planowana przez samego Korwina. Teraz albo nastąpią w partii akceptowalne dla Korwina zmiany, albo założy on nową partię, która będzie ugrupowaniem rozłamowym. Wówczas marusikowcy albo się podporządkują, przechodząc do nowej partii i rozwiązując KNP, albo skażą się na bycie kółkiem elitarnym, które pewnie nawet nie wystartuje w wyborach. Jednym z aspektów sprawy jest kwestia nieślubnych dzieci samego Korwina, która w tak skrajnym środowisku musi wywoływać duże emocje. Dla obrońców świętego prawa do prywatności przydałoby się przy tym, aby pamiętali swoje stanowisko w sprawie tzw. afery taśmowej ;) Oczywiście różnicowe niuanse zawsze da się wyłapać, ale jakaś analogia jest w tych sytuacjach.

SLD

Wczoraj zmarł jeden z wiceprzewodniczących partii Józef Oleksy. Były przewodniczący nie tylko SLD, ale także SdRP (choć obie funkcje pełnił krótko). Także dwukrotny marszałek Sejmu, jak również były premier. Jeden z liderów postkomunistycznej formacji, choć w PRL nie było go wśród liderów PZPR, która nie do końca odpowiadała mu ideowo. Prawica, centrum, lewica – wszyscy wspominali go jak najlepiej. I słusznie.

Tego samego dnia zebrał się zarząd partii, jednak nie w celu żałobnym. Zatwierdzono sensacyjną kandydaturę Magdaleny Ogórek na prezydenta. Erpe. Po pierwsze, przez wielu ogłoszenie tej decyzji w kilka godzin po śmierci Oleksego uznane zostało za nietaktowne. W dodatku okoliczności prezentacji w niczym nie przypominały np. tych, w których w 2009 roku zaprezentowany na kandydata został śp. Jerzy Szmajdziński (a wręcz były ich przeciwieństwem – żadna konwencja, a kandydatka wyglądająca mało prezydencko stała tylko u boku Leszka Millera). Po drugie, kandydatka ta jest bardzo mało znana (ja ją ledwo kojarzę jedynie z programu "Babilon"), po trzecie ma niejasne poglądy. Historyk Kościoła może być antyklerykałem, ale w tym wypadku wygląda na to, że bynajmniej tak nie jest! Na ile więc kandydatka ma lewicowe poglądy? To będzie musiała zweryfikować dopiero kampania. Po czwarte, doświadczenie polityczne ma jedynie na zapleczu, a w partii nawet nigdy nie była. Więcej się pewnie zresztą parała pracą na ekranie jako aktorka i prezenterka, aniżeli działalnością okołopolityczną. Była bliską współpracowniczką Grzegorza Napieralskiego, który także tego samego, wczorajszego dnia, został... zawieszony w prawach członka partii. Mimo że jego wynik z 2010 roku jest obecnie dla kogokolwiek z SLD nieosiągalny. Jeśli ktoś wypowie publicznie swoje zdanie na temat poprawy sytuacji partii, od razu jest zawieszony lub wywalany. Podobnie było przecież z Ryszardem Kaliszem. SLD pod tym względem nie różni się więc niczym od Prawa i Sprawiedliwości. Część działaczy Sojuszu (w tym jeden z członków zarządu) zaczęła już odchodzić z partii. Zdaje się, że mocno krytyczny jest także Wojciech Olejniczak. SLD jest na najlepszej drodze, by trzeci raz z rządu zostać antypartią miesiąca. Chyba że zdąży go prześcignąć KNP, jeśli w styczniu zdąży tam dojść do rozłamu. Co do samej kandydatury Ogórkowej, to nadzieja dla niej i czerwonej partii w tym, że media pozwolą ją napompować jak Barbarę Nowacką, jako świeżą i sensowną twarz w polityce. Myślę jednak, że bardzo ciężko jej będzie uzyskać wynik dwucyfrowy. Nawet jeśli wzorem rozdającego w 2010 roku jabłka Grzegorza Napieralskiego rozda mnóstwo ogórków.

Paradoksy

Jako osobie o umiarkowanych poglądach, trudno mi zarówno w KNP, jak i w SLD, z większą sympatią patrzeć na któreś strony sporu. W KNP fundamentalni i bezkompromisowi antydemokraci konkurują ze zwolennikami szerszej, otwartej partii. Jednak wśród tych, którzy chcą otwarcia partii, są kontrowersyjni Korwin-Mikke i Przemysław Wipler, za to w grupie "zakonniczej" i fundamentalnej są dość sympatyczny Jacek Wilk oraz poważny i dość zacny polityk Michał Marusik (na którego w eurowyborach głosował prof. Adam Wielomski, w wyborach do Sejmu wyborca Joanny Fabisiak z PO). Z kolei w SLD z jednej strony mamy opcję antyklerykalną i także chcącą nowego otwarcia, która jednak dostrzega nietakt w prezentacji kandydatki na prezydenta w dniu śmierci Oleksego (Napieralski, czy też Grzegorz Gruchalski, który był ów członkiem zarządu, który opuścił partię – przed eurowyborami zasłynął on spotem, w którym topił kukłę księdza). Z drugiej zaś strony mamy nie tak antyklerykalnego Millera i umiarkowaną kandydatkę Ogórek, którzy reprezentują jednak z kolei betonowy nurt, którego wczorajsza postawa może budzić duże kontrowersje.

PD

W demokratach peel odbył się natomiast dzisiaj kongres, na którym dokonano wyboru władz. Przewodniczącym ponownie został Andrzej Celiński, co oznacza, że po raz pierwszy po przekształceniu Unii Wolności w PD w 2005 roku szef partii przetrwał więcej niż jedną kadencję. Rządzący od 2001 roku UW Władysław Frasyniuk prowadził PD jedynie przez kilka miesięcy – w początkach 2006 roku zrzekł się funkcji na rzecz Janusza Onyszkiewicza, który, podobnie jak jego następczyni Brygida Kuźniak, przetrwał pełną, trzyletnią kadencję. Onyszkiewicz o reelekcję się nie ubiegał, zaś Kuźniak ubiegała się bezskutecznie. Za Frasyniuka i Onyszkiewicza partia była jako tako obecna w życiu politycznym: w 2005 roku wystartowała samodzielnie do Sejmu, a od 2006 do 2008 tworzyła wraz z m.in. SLD koalicję LiD, gdzie wyeksponowany był człon "Demokraci". Wprowadziła też z jej list trzech posłów. Za Kuźniak odeszli oni jednak z partii, podobnie jak spora część działaczy (głównie do SD). W eurowyborach w 2009 koalicja z jej udziałem nie osiągnęła nawet 3% głosów, a w wyborach w 2010 i 2011 PD praktycznie nie istniała. Gdy przed trzema laty Celiński obejmował w niej przewodnictwo, nie zauważyły tego niemal żadne media. Teraz zaś informacja o jego ponownym wyborze krąży praktycznie po wszystkich mediach. Samo to jest dla partii na pewno plusem i świadczy o jej progresie, cokolwiek by nie mówić (bo siła strukturalna partii jest podobna, jak była). Celiński jest bardzo częstym gościem w mediach, czego o jego poprzedniczce powiedzieć nie można było. W zasadzie w ogóle nie gościła, chyba że lokalnie (w końcu była radną sejmiku, ale Celiński żadnego mandatu nie pełni). Wydaje się też, że w wyborach parlamentarnych PD powinna do Sejmu wystartować konkretniej niż w 2011 roku, kiedy wystawiła do tej izby ledwie 5 członków, startujących zresztą z list aż 3 partii.

© Karuzela
polityczna
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci